Boję się chodzić na filmy Finchera. Prawie trzy godziny życia stracone na niewiarygodnie nudny Zodiak zostawiły we mnie ślad. Traumę. Czasem jednak warto zaryzykować, bo nagrodą może być taki film jak Zaginiona dziewczyna. Chyba najlepszy thriller w tym roku.

     Wiele nie mogę pisać o fabule, bo spojler pogoniłby spojler. Początek jest oklepany. Nick Dunne (Ben Affleck) to były dziennikarz, który z piękną żoną Amy (Rosamund Pike) przenosi się z Nowego Jorku do prowincjonalnego miasteczka w Missouri. Pewnego dnia wraca do domu, a tam: kot na zewnątrz, drzwi otwarte, stolik w salonie strzaskany, a ukochanej ani śladu. Dzwoni na policję, przybywa wścibska i oschła pani detektyw (Kim Dickens). Dzwoni do ukochanej siostry bliźniaczki (Carrie Coon) i prosi o wsparcie psychiczne. Zaczyna się śledztwo i… akcja rusza z kopyta. Porwana? Zamordowana? Przez kogo? Męża? Wielbiciela? Co się stało?

gg1

     Nie jest to jednak typowy scenariusz z banalnym wyjaśnieniem zagadki. Rewelacyjnie zaplanowana intryga powoduje u widza emocjopląs – emocjonalny oczopląs. Każdego z bohaterów podejrzewamy, za chwilę współczujemy mu lub jej, żeby potem na nowo znienawidzić. Historia została wymyślona naprawdę oryginalnie, do tego mistrzowsko ją Fincher opowiada. Do pewnego momentu czułem, że będzie raczej schematycznie ale na szczęście fabuła poszła w zupełnie inną stronę. No nie mogę więcej napisać, bo coś niechcący zdradzę! Zakończenie szokuje, poraża, ale idealnie dopina scenariusz. Dodatkowo wiele scen pokazuje w ponurym zwierciadle jak dziś działają media. Jak łatwo kogoś zeszmacić, żeby za chwilę wynieść na piedestał. To samo tyczy się policji. Jak kilka faktów pasuje to nie liczy się “big picture”, trzeba się skupić na jakimkolwiek detalu, który pozwoli zamknąć sprawę i oskarżyć najłatwiejszy cel.

     Osobne słowa uznania dla aktorów. Pierwsze skrzypce gra Rosemund Pike, muszę powiedzieć, że jestem oczarowany. Doskonała kreacja, rewelacyjna postać. Brawa należą się generalnie wszystkim kobietom, które grają tu pierwsze lub drugie skrzypce. Z facetami, cóż, mam problem. Affleck się stara ale bliżej mu do drewnianego Bena z dawnych czasów niż do gościa z Argo. Drugi problem to Neil Patrick Harris. Doogie Houser, potem Barney w serialu How I Met Your Mother… no ciężko udawać, że może grać poważne role. John Litgow w Dexterze pokazał jak się ucieka z takiej szufladki. Neilowi się to raczej nie udało.

gg2

     Gonitwa myśli pobudza mózgownicę do działania przez cały seans. Sympatyzowałem z każdym bohaterem, nienawidziłem każdego z nich i cały czas film trzymał mnie w napięciu. W zawieszeniu między emocjami, a chęcią rozwikłania zagadki. Jeśli ktoś jeszcze nie widział – chyba kończą grać powoli w polskich kina. Paskudnie byłoby przegapić! Polecam!

Comments

comments