Peter Jackson idzie drogą George’a Lucasa tylko na swoją nową trylogię nie kazał czekać tak długo. Wiele już napisano o robieniu trzech wielkich filmów z krótkiej historii dla dzieci, nie chcę w to brnąć za daleko. Dość powiedzieć, że z dwóch godzin i czterdziestu minut sensownych i ciekawych jest może trzydzieści. Jakbym się uparł, rozciągnąłbym do godziny. W dodatku związek z książką jest coraz luźniejszy. To już nie jest ekranizacja tylko jakiś potworek na motywach.

poster

     Nowi bohaterowie są żenujący – Tauriel to jakiś żart. Mamy za to milion długich ujęć, szerokich kadrów i najazdów z góry na wędrówkę lub ucieczkę przed czymś-kimś strasznym. Są też groteskowe, beznadziejnie zrobione walki. Czuć wręcz niskobudżetową (!?) tandetę, niedbałe CGI i fatalną choreografię. Smaug też mi czapki nie zerwał. Cała zadyma w Ereborze była tak ciekawa jak walka z goblinami w jedynce czyli w ogóle. Nic nie ratuje tego filmu. Jest nudno, brutalnie, groteskowo, a co najgorsze – w porównaniu z pierwowzorem – nie jest baśniowo.

smaug-movie-600x350

     Tak się kończy przesadna wiara we własną zajebistość panie Jackson. Rozciąganie opowiastki na dziewięć godzin nie wróżyło dobrze ale nie spodziewałem się klapy tego kalibru. Nie sądziłem, że autor świetnej ekranizacji Władcy tak szybko się “zjar-jaruje”. Smutne. Dobrze, że nie poszedłem do kina.

Comments

comments