Nie jestem fanem pierwszej części Avengers. Zawiodłem się wtedy dość mocno. Poprawny film rozrywkowy, ale bez czegokolwiek godnego zapamiętania. Trochę akcji, suchych one-linerów i całkowicie generyczna fabuła. Dlatego, tradycyjnie, mam dwie wiadomości. Bardzo dobrą dla wielbicieli jedynki i złą dla tych, którym się nie podobała – Joss zagrał to jeszcze raz. W dalszej części pewnie nie będę się kontrolował pod kątem spojlerów. Jak zamierzasz obejrzeć to nie czytaj dalej. Najważniejsze już wiesz.

aou1

     Schemat fabuły to kalka jedynki. Pojawia się nowy wróg, Avengersi dostają bęcki, zaczyna się między nimi ferment, nieufność i atmosfera gęstnieje. Wszystko prowadzi do gigantycznej bitwy w finale. Tym razem kitowców z jedynki zastąpiły roboty. Brzmi znajomo? No właśnie. Chociaż to, że znów dostajemy to samo, nie znaczy, że nie ma tu nic nowego.

     Zacznę od największej zmiany na plus – humor. Bałem się, że znów pojawią się same przewidywalne i słabe one-linery. Te jednak wystrzelali w zwiastunach. W filmie stanowią mniejszość. Sporo sytuacji i dialogów jest zabawnych w niewymuszony, dość oryginalny sposób. Bardzo podobała mi się scena kiedy Iron Man wpadł do pewnej wieży, powalił wszystkich i bardziej do siebie powiedział “good talk”, a z podłogi nagle ktoś zajęczał w tle “no, it wasn’t”. A propos kserowania jedynki – znów ten idiotyczny element w scenie, która powinna wzruszyć i złapać za gardło (prawie się udało): każdy w tym uniwersum w ostatnim tchnieniu musi rzucić zabawną kwestię. Nie ma bata. Tu się umiera tylko z żartem na ustach. Inaczej, najwyraźniej, nie wypada.

aou3

     Podobało mi się co zrobili z Hawkeye. Facet dostał ciut więcej czasu i już rozwinęli jego postać w bardzo ciekawym kierunku. Nie musieli z tego powodu klecić nowego filmu. Parę scen, kilka dialogów i wiem o nim dużo, dużo więcej. W końcu nie jest to “ten koleś co z łukiem za nimi biega, jak mu tam”. Cała sekwencja w rodzinnym domu świetnie wpasowała się pomiędzy kolejne potyczki. W końcu coś innego. Pojawia się też dwójka nowych bohaterów z mocami. Scarlett Witch i QuickSilver. Tu mam mętlik, bo kojarzę ich raczej z X-Menów i dziwnie ogląda się taki miks (nie znam komiksów Avengers). To jednak przestało mi przeszkadzać bardzo szybko. Obydwie postaci wnoszą sporo świeżości do scen akcji, szczególnie na początku, kiedy niekoniecznie grają w tej samej drużynie co Iron Man i spółka. Wkurzał mnie trochę udawany wschodni akcent wspomnianej dwójki. Szkoda tylko, że dostali tak mało czasu. Z drugiej strony to w końcu kolejne osoby, które trzeba upchnąć w tym tłumie.

     Dalej więcej ponarzekam niż pochwalę. Zacznę od “oczywistej oczywistości”. Co przychodzi do głowy na hasło “standardowy grzech Marvela”? Kiepski czarny charakter. W zwiastunach Ultron wydawał mi się mroczny i groźny. W filmie to taka poczciwa AI, która jest bardziej jakąś udziwnioną kopią jaźni Tony’ego Starka niż klasyczną sztuczną inteligencją. Żartuje, smuci się, itp. Spory zawód, bo liczyłem, że w końcu ten element zagra jak trzeba. Ultron może nie jest tak żenujący jak pajac z lagą z Guardians of the Galaxy, ale o wiele lepszy też nie.

aou2

     Konia z rzędem temu, kto mi wyjaśni po co w tak napakowany wątkami i akcją film wpleciono jeszcze romans. I to taki romans. Nie wiem czy to kwestia czerstwych dialogów czy aktorów, ale tam nie było żadnej chemii. Śmiać mi się chciało jak klepali te miłosne suchary. W ogóle nie czułem, że coś tam naprawdę iskrzy. Pomysł może i był szlachetny – dwoje doświadczonych przez życie, wyalienowanych i skazanych na samotność ludzi ma się ku sobie – tylko coś poszło bardzo nie tak.

     Efekty specjalne są w porządku, chociaż kilka razy CGI bardzo mocno dało po oczach. W pierwszej bitwie w lesie, albo w scenie z “awarią” kolejki naziemnej, albo jeszcze – kiedy roboty podrywały z ziemi naczepę z ładunkiem. Nie pamiętam, żeby w jedynce jakaś scena aż tak uderzyła mnie swoją tandetą wykonania. Dziwne to tym bardziej, że cała reszta pod tym kątem to absolutny światowy top. To samo tyczy się wszelakich pościgów i scen akcji. Wiele z nich jest efektownych i widowiskowych. Tu jednak też małe zastrzeżenie. Kilkanaście ćwierć-sekundowych ujęć może i daje wrażenie dynamiki, ale przyprawia o oczopląs. Nie widać kto kogo bije i w ogóle co się dzieje na ekranie.

aou4

     Jak już zaznaczyłem, nie znam komiksów o Avengersach. Stąd dwa wątki pozostały dla mnie zagadką. Pierwszy to czym był Vision. Ciało cyborga zaprojektowane przez Ultrona i panią doktor. Ok, a świadomość? Jarvis plus jaźń tego kamienia? Bo wiadomo, że to nie tylko Jarvis. Poza tym jak podniósł Mjolnira? Siła pewnie z kamienia, ale bycie godnym? Co to w ogóle za istota i jakim cudem robi ze swojego ciała pancerz, pelerynę itp? Druga zagadka to poszukiwanie wiedzy przez Thora. Skoro Scarlett Witch podsyłała im tylko omamy jako projekcje ich własnych lęków i fobii to skąd u Thora prawdziwa wizja będąca jakąś przepowiednią? W dodatku wizja, którą dało się kontynuować w dziwnych okolicznościach przyrody. No i skąd dr Selvig wiedział gdzie szukać tychże okoliczności (jaskinia)? Jak mi ktoś to wyjaśni – będę zobowiązany.

     Przyczepię się jeszcze do jednej kwestii. Dużo ludzi zarzuca Man of steel sceny w mieście, że Superman i Zod bez patrzenia na ludzi zniszczyli metropolię walcząc ze sobą. Mieli w nosie mieszkańców. Tu nagle Avengersi mają sumienie i w pewnym momencie stawiają kilkaset osób ponad kilka milionów, bo tak jest właściwie. Cała ta scena ewakuacji i troski wygląda śmiesznie biorąc pod uwagę to co robili w pierwszej części w o wiele gęściej zaludnionym Nowym Yorku. Ba! Kilkadziesiąt minut wcześniej, po pojedynku spuchniętego Iron Mana z Hulkiem ofiar też pewnie było więcej niż ludzi ewakuowanych w ostatnich minutach. Ciekaw jestem czy ludzie wytykający wspomnianą kwestię Człowiekowi ze stali tutaj będą konsekwentni.

aou5

     Tak jak pisałem na wstępie. Age of Ultron to nie jest nowy film. To podrasowana jedynka. Jak z samochodami. Miał być nowy model, dostaliśmy stary po tzw. faceliftingu. Dobrze to czy źle? Wszystko zależy od oczekiwań i odbioru poprzedniej odsłony. Osobiście ani nie jestem zawiedziony, ani zadowolony. Obejrzałem bez większych emocji, ale nie żałuję, że poszedłem do kina. Problem w tym, że piszę te słowa pięć godzin po seansie i gdyby nie notatki zrobione zaraz po, wielu rzeczy prawdopodobnie bym już nie pamiętał. Age of Ultron to film wybitnie generyczny, a że zarobił krocie, nie zdziwię się jak ten sam patent sprzedadzą jeszcze raz. Zanim się ludzie kapną, pęknie gruba bańka. Sam podsumuję nowych Avengersów cytatem, który pada podczas seansu:

The city is flying and we’re fighting an army of robots.
And I have a bow and arrow.
Nothing makes sense.

W rzeczy samej.

Comments

comments