Jeśli nie żyjesz w jakiejś zapomnianej samotni wiesz co wydarzyło się w Nowym Jorku 15 stycznia 2009 roku. Kapitan Chesley Sullenberger posadził pasażerskiego Airbusa A320 ze 155 osobami na pokładzie na rzece Hudson. Bez ofiar, bez dezintegracji maszyny. Cud. Historię tę na warsztat wziął Clint Eastwood i jeśli miałby jednym słowem opisać ten film, byłoby to “solidny”.

     Wszystko tu jest solidne. Ani wybitne, ani kiepskie. Solidne. Tom Hanks w tytułowej roli, reżyseria, scenariusz, efekty specjalne. Przyzwoity poziom i nic ponad to. Eastwood nie ukrywa, że uważa pilota za bohatera i daje temu wyraz. Sully to swoista laurka i w sumie dobrze. Po pierwsze dlatego, że facet zasłużył, każdy lotnik powie wam, że to były umiejętności pilotażu na najwyższym możliwym poziomie. Po drugie tu chodzi o bardzo konkretne wydarzenie więc nie czynię zarzutu, że obraz nie pokazuje szerszej perspektywy, bo w sumie kogo obchodzi życie prywatne kapitana feralnego lotu?

     Co mnie zaskoczyło to drugie dno historii. Wszyscy wiemy, że okrzyknięto Sullenbergera bohaterem, ale ja na przykład nie miałem pojęcia ile facet przeszedł potem. Wałkowanie przez NTSB (amerykańska komisja badania wypadków lotniczych, taka komisja Macierewicza od Tupolewa tylko poważni, profesjonalni i fachowcy) godzinami. Przesłuchania, naciski, dobieranie faktów pod tezę, że dało się dolecieć do lotniska. Bezduszny aparat urzędniczy, który pod presją ubezpieczycieli i konstruktorów (i miliardów dolarów) próbuje zrobić z bohatera winnego. Aż do punktu, w którym facet zaczyna sam wątpić czy postąpił słusznie. Przerażające.

     Z drugiej strony media dokładają od siebie. Jednego dnia jest bohaterem, a drugiego każda informacja, że jednak może nie – będzie podgrzana i podana z odpowiednią dozą dramatyzmu. O sępach z aparatami i mikrofonami okupujących dom Sully’ego i hotel, w którym się zatrzymał nawet nie wspominam. Na plus zaliczam też trochę zaburzoną chronologię, która czyni spektakl ciekawszym. Sceny z samego wodowania też wyszły bardzo przyzwoicie.

     Solidne kino stworzone po to, by pokazać bohatera, rzecz, której dokonał i przy okazji skrytykować dzisiejszy świat, który kocha na zabój takich ludzi, ale w mgnieniu oka może strącić ich w otchłań pogardy.

Comments

comments