Pisanie o serialu, który naprawdę ci się podoba nie jest łatwe. Istnieje ograniczona liczba zwrotów, którymi możesz wyrazić podziw i dać do zrozumienia, że te kilka odcinków to kawał dobrej roboty. Stranger things, ośmioodcinkowy, pierwszy sezon produkcji Netfliksa to kawał dobrej roboty. Po prostu.

     Małe miasteczko Hawkins w stanie Indiana. Czterech dwunastolatków (Mike, Will, Dustin i Lucas) gra sobie w piwnicy w papierowe RPG. Robi się późno, rozchodzą się do domów. Jeden z nich – Will – nigdy nie dociera do celu. Szukać go będzie zrozpaczona matka (Joyce Byers/Winona Ryder), wyalienowany starszy brat (Jonathan Byers/Charlie Heaton), znudzony szef lokalnej policji (Jim Hopper/David Harbour) i oczywiście trzej najlepsi kumple zaginionego. Przy okazji w miasteczku pojawi się niespodziewana postać – dziewczynka o imieniu Eleven (Millie Bobby Brown), a w całą historię wmiesza się jeszcze tajemnicza placówka rządowa prowadzona przez doktora Martina Brennera (Matthew Modine).

st2

     Serial jest naprawdę dobry i kropka. Bracia Duffer stworzyli niepowtarzalny klimat i jednocześnie złożyli hołd produkcjom z naszego dzieciństwa. Stranger things to nakręcona współcześnie produkcja żywcem wyjęta z lat 80tych. Miks E.T., Goonies, horrorów w typie Coś, To, Alien czy Evil dead i prozy Stephena Kinga. O ile Super 8 Abramsa próbowało uchwycić tamtą magię i wyszło naprawdę przyzwoicie, o tyle tutaj wyszło to doskonale. Opowieść, nie oszukujmy się, nie jest zbyt oryginalna, zwroty akcji nie zaskakują, ale nie o to tutaj chodziło. Jest mrocznie, brutalnie, tajemniczo i naprawdę bardzo… realistycznie?

     No właśnie, realistycznie. Wiecie dlaczego? Ano dlatego, że wszyscy są żywi. Dosłownie. Nie miałem wrażenia, że dzieci na ekranie to mali aktorzy, wypacykowani i specjalnie dobrani, żeby odegrać swoje role. Zachowują się, mówią (przeklinają) i kłócą się jak prawdziwe dwunastolatki. Ogromna w tym zasługa ekipy od castingu i umiejętności chłopaków. Najlepiej wypadł sepleniący Dustin z ewidentnymi brakami w mlecznym uzębieniu. Aczkolwiek i on blednie, po prostu blednie przy Eleven. Nigdy wcześniej nie słyszałem o Millie Bobby Brown, ale to ona kradnie dla siebie serial. Przy tylu naprawdę rewelacyjnie zagranych postaciach jest nadal zdecydowanie najlepsza. Czapki z głów.

st4

     Dorośli też nie odstają. Matthew Modine w roli czarnego charakteru balansuje między bezwzględnością, a pozą dobrego, troskliwego ojca byle tylko osiągnąć zamierzone cele. David Harbour świetnie odgrywa szefa policji, który znudzony monotonią małego miasteczka, najpierw podchodzi do sprawy lekceważąco, żeby z czasem zaangażować się na serio. Dzięki niełatwej przeszłości widz rozumie w pełni skąd taka zmiana i co motywuje Hoppera do działania. Najmniej podobała mi się Winona Ryder. To utalentowana aktorka i dramat matki zaginionego dziecka odegrała koncertowo tylko… chyba przesadziła. W każdej scenie jest dokładnie taka sama. Nie wiem czy to wina reżyserów czy samej aktorki, ale przez to Joyce Byers wydała mi się płaską, mniej interesującą bohaterką.

     Z pozytywów warto wspomnieć o tym, że postacie w serialu palą papierosy. Mała rzecz, ale coraz rzadziej spotykana, bo przecież trzeba promować zdrowy tryb życia nawet na ekranie. Tak daleko to zaszło, że patrzenie na palącego aktora w serialu wydawało mi się czymś oryginalnym i rzadko spotykanym. To jednak detal. Na osobne słowa uznania zasługuje muzyka. Kolejny element układanki, który idealnie wpasował się w stylizację na kino lat 80tych. Na plus zaliczam też bardzo sprawnie scenarzyści żonglują konwencjami i stereotypami. Nie każdy bohater naszkicowany według standardowych schematów (np. szkolny osiłek/playboy/bawidamek) okazuje się być dokładnie tym, czym go na początku widzimy.

st3

     Minusy są, ale to jak szukanie igieł w stogu siana. Wspomniana Winona Ryder wypadła najwyżej średnio. Poza tym jest problem z efektami specjalnymi. Aby nie spojlerować, napiszę tylko, że są w niedużej dawce i użyto ich do stworzenia bardzo konkretnej rzeczy, ale budżet ewidentnie nie był z gumy i chyba wolałbym jakiś klasyczny miks makijażu, charakteryzacji i stroju niż to, co wypluto z renderujących komputerów. Zabrakło mi też momentu, sceny, czegoś bardziej oryginalnego. Jak już pisałem, bracia Duffer składają hołd wielu produkcjom z lat 80tych, ale momentami idą w moim odczuci za daleko. Kilka-kilkanaście scen to żywcem wyjęte kadry np. z E.T. i to już zakrawa bardziej na plagiat i brak własnych pomysłów niż na zwykłe uznanie dla klasyków.

st5

     Nie zmienia to faktu, że cały sezon ogląda się fantastycznie. Moja ukochana żona, która potrafi zasnąć na dowolnym filmie dłuższym niż 90 minut, obejrzała cały sezon ciurkiem. Ponad sześć godzin i czterdzieści minut to absolutny rekord w jej przypadku i to też coś mówi o tym, jak serial oddziałuje na widza. Ja ze swojej strony mogę go z czystym sumieniem polecić. Mam tylko nadzieję, że ogłoszone plany na kolejny sezon nie są tylko skokiem na kasę. Mimo furtki zostawionej sobie przez twórców, osiem epizodów Stranger Things to zwarta, zamknięta historia i szkoda by było roztrwonić jej magię odcinaniem kuponów jak w przypadku chociażby nieszczęsnej drugiej serii True Detective.

Comments

comments