Jakiś czas temu odbyłem rozmowę z kumplem, który świetnie orientuje się w świecie komiksów. Marudziliśmy trochę na Marvela i jeszcze więcej na DC w związku z nowym trailerem Batman v Superman. Doszliśmy do wniosku, że DC ma (poza Nietoperzem) bardziej niedzisiejszych bohaterów i dlatego większy problem z sensownymi ekranizacjami. Z jednej strony można się zgodzić, z drugiej, Marvel daje nam świene argumenty do polemiki.

am2

     Powiem otwarcie, tak Strażnicy Galaktyki jak i Ant-Man na zwiastunach wyglądali wg mnie słabo i dziwacznie. Przecież nie da się zrobić sensownego filmu dla dorosłych z gadającym szopem, chodzącym drzewem albo człowiekiem, który się kurczy i rozmawia telepatycznie z mrówkami… No właśnie. Da się. Marvel ma tę ciekawą właściwość jeśli idzie o kinowe przeboje. Potrafi sprzedać coś z pozoru głupkowatego albo kiczowatego jako fajne, zabawne i dostarczające solidnej rozrywki. Ant-man to kolejny dowód na to, że opanowali tę umiejętność do perfekcji.

     Scott Lang to dobroduszny złodziej, który brzydzi się przemocą, a serce ma ze złota. Potrafi niczym Robin Hood, okraść bank czy korporację, a potem rozdać bogactwo oszukanym klientom. Kiedy trafia za kratki przestaje być zabawnie. Po wyjściu z więzienia nie może znaleźć uczciwej pracy (a chce) plus jego kontakt z córką zostaje bardzo ograniczony. Szansę na odkupienie oferuje mu Hank Pym, genialny naukowiec, który chce zapobiec, jak to zwykle u Marvela, chaosowi i zakusom złych ludzi w skali światowej.

am3

     Ant-man to pierwsza produkcja w MCU, która tak genialnie łączy Avengersów z nowym bohaterem. Hank Pym ma na pieńku ze Starkami i prędzej sam się narazi na niebezpieczeństwo niż wezwie ekipę Kapitana Ameryki. Na wyjaśniającym dialogu wcale się nie kończy, przez chwilę pojawi się Falcon. Niestety jak to u Marvela, straszny i zły czarny charakter nie powala. Jest tak generyczny, że pasuje do dowolnego filmu klasy B. Robi miny, wścieka się i wygląda przy tym groteskowo. Poza tym jego wątek to niemal kopia motywu z pierwszego Iron Mana. Brakuje pomysłów? Czy w MCU jest jakikolwiek “niemilec” o charyzmie zbliżonej do Jokera? Albo równie przerażający jak Darth Vader? Póki co we wszystkich filmach pokazują nam same, pardon my French, popierduchy.

am5

     Fabuła opiera się na podobnych fundamentach jak seria Ocean’s Eleven. Mniej tu supebohaterskich pojedynków, więcej planowania jak, którędy i kiedy coś ukraść/wynieść/zabrać. Miła odmiana po tych wszystkich fajerwerkach z Avengersów. W ogóle cały film jest bardzo kameralny. Nie ma tłumów na ekranie. Michael Douglas świetnie portretuje Hanka Pyma, Paul Rudd zadziwiająco sprawnie wcielił się w Ant-mana, Michael Pena ma rolę drugoplanową, ale kradnie każdą scenę ze swoim udziałem. Najlepszy i najbardziej sympatyczny meksykański cwaniaczek jakiego widziałem. Do całości średnio pasuje Kate z Losta (Evangeline Lilly) jako córka Pyma. Mam do niej słabość, ale we wszystkich filmach gra trzema minami: smutna, radosna, radosna i lekko zawstydzona jednocześnie. Koniec warsztatu aktorskiego.

am4

     Ważnym elementem historii są relacje Scotta i jego małej córki na tle trudnej więzi Hanka ze swoją pierworodną. Sporo w tym emocji. Może czasem jest trochę naiwnie, ale wystarczająco realnie, żebym czuł współczucie dla postaci, a to już coś. Nawet finałowa walka w niczym nie przypomina chaosu wielkiej bitwy znanego z innych filmów. O efektach nie piszę nic, bo na tym poziomie to już tradycja, że dostajemy produkt z najwyższej półki. Wszystko do razem daje naprawdę przyzwoity film oparty o komiks, który wydawał mi się niemożliwy do sensownego przeniesienia na ekran. Cóż, cieszę się, że się pomyliłem.

Comments

comments