Już drugi raz. Nie chce mi się rozpisywać, dlatego wymienię największe zalety: za kamerą – Eastwood przed kamerą – Robins, Penn i Bacon. Klimat gęsty, ciężki i brudny. Kino najwyższej próby. Nie wiem czemu ale ten obraz pachnie mi naleciałościami z Lyncha – ktoś też tak czuje?

mr

Comments

comments