Pitch Black był miłą niespodzianką, a Kroniki Riddicka ciekawą próbą stworzenia oryginalnego uniwersum pod jakąś większą kosmiczną sagę. Niestety, (niezasłużenie wg mnie) sequel nie zdobył serc krytyków i studio filmowe postanowiło wrócić do korzeni.

rd2

     Kiedy znów spotykamy Riddicka, jego sytuacja nie wygląda dobrze. Jest ranny i najwyraźniej sam na jakiejś zapomnianej planecie. Pierwszy akt filmu to jego walka z niegościnną fauna i florą. Wygląda to trochę jak Cast away w kosmosie, ale ta część seansu wypada zaskakująco dobrze. Co więcej, stanowi to swoisty reset postaci Riddicka, bo wracamy do podstaw i znów tytułowy bohater staje w obliczu zagrożenia ze strony kosmicznych maszkar. Brzmi znajomo? Jak Pitch black? I tak i nie. Potem pojawiają się najemnicy jak zwykle polujący na naszego protagonistę. Są więc trzy strony konfliktu: Riddick pragnący uciec z nieprzyjaznej planety, najemnicy chcący dopaść Riddicka i paskudne, lokalne kreatury, które chcą zjeść wszystkich pozostałych. Pytanie kto i kogo tu dopadnie pierwszy…

rd3

     To nie jest kino z (niespełnionymi) ambicjami Interstellara. To raczej staroszkolne s-f pomieszane z akcją, hołdujące takim tytułom jak chociażby Obcy 2. Podobało mi się, że z jednej strony film nawiązuje do obu poprzednich odsłon, z drugiej naprawdę ma swoją własną historię. Po zwiastunie obawiałem się kopiuj-wklej z Pitch black, ale autorom zręcznie udało się tego uniknąć. Vin Diesel jako Riddick jest naprawdę dobry. Tradycyjnie zresztą, to jedna z tych kreacji, którą nieodmiennie kojarzy się z danym aktorem i nie ma szans, żeby ktoś kiedyś to godnie przejął od niego. Pozostałe postaci są naszkicowane bardzo umownie i są to raczej chodzące wzorce typowych rodzajów najemników w filmach s-f. Kobieta-twardziel, napakowany osiłek, dowódca-strateg itp. Umówmy się jednak – to nie jest kino moralnego niepokoju i tyle wystarcza.

rd6

     Ponarzekałbym ciut na stronę techniczną, bo niektóre CGI trochę razi. Z drugiej strony bardzo fajnie znów wygląda znak rozpoznawczy serii – specyficzna paleta kolorów użyta przez operatorów. Na plus zaliczam też świadomość twórców jaki film robią. Jest moment czy dwa, które ewidentnie trochę sobie dworują z własnej konwencji.

     Żadna pozycja z trylogii o Riddicku to nie jest jakieś wielkie kino. Raczej czysta, sympatyczna rozrywka łącząca horror, akcję i elementy s-f. Jeśli lubisz jedynkę i/lub dwójkę (zwłaszcza jedynkę) to trzecia część jest zdecydowanie warta zobaczenia.

Comments

comments