Nienawistna ósemka to film dziwny. Stwierdzenie banalne, biorąc pod uwagę osobę reżysera. A jednak mam spory problem z określeniem czy tym razem owa dziwność działa in plus czy in minus. Mam mocno mieszane uczucia, z przewagą (na szczęście) tych dobrych.

h81a

     John Ruth, łowca nagród eskortuje na egzekucję Daisy Domergue. Po drodze zabierają ze sobą jeszcze jednego kolegę po fachu i kandydata na szeryfa w pobliskim miasteczku. Zamieć powoduje, że lądują w gospodzie na odludziu z kilkoma innymi podejrzanymi typami. Nie wszyscy są tymi, za których się podają. Zwiastun dał nam jasno do zrozumienia, że mamy do czynienia z typową wariacją klasycznego “zamknięty krąg ludzi, kto zabił?”. Co prawda nie szukamy tu mordercy, a ewentualnych spiskowców planujących uwolnić Daisy, ale zasada pozostaje niezmieniona. Dialogi, dialogi i jeszcze raz dialogi, a widz ma za zadanie oddzielić kłamstwo od prawdy i namierzyć szubrawców. Tylko czy na pewno?

h82

     Mam wrażenie, że Quentin udaje zabawę w kotka i myszkę z widzem, a potem po prostu strzela w twarz z właściwą wersją wydarzeń. Tempo filmu jest bardzo poszarpane. Rozmowy, rozmowy, rozmowy, JEBS strzelanina, rozmowy, JEBS, rozmowy. Ja wiem, że narzekanie na to, że film Tarantino jest przegadany to jak narzekanie, że w filmie Baya są wybuchy. Ba, sam jestem wielkim fanem i lubię wszystkie filmu Quentina. Po prostu nie mam pewności czy tym razem nie przeszarżował. Większość dialogów jest naprawdę dobra i typowa dla reżysera. Trzy godziny gadania, a ja się nie nudziłem. Tradycja.

     To samo z aktorami. Świetnie dobrani, świetnie się spisali. Na wyróżnienie zasłużyli Samuel L. Jackson i Kurt Russel. Bardzo nierówno zagrał Walton Goggins. Najpierw miałem wrażenie, że gra “za bardzo”, a potem trochę spuścił z tonu i pod koniec brylował. Na minus zaliczam też Tima Rotha. Starał się bardzo, ale zagrał tylko kolejna inkarnację Christopha Waltza. Najbardziej jednak podobała mi się rola kobieca. Jennifer Jason Leigh pozamiatała wszystkich i grana przez nią Daisy to prawdziwy westernowy czarny charakter. Zła do szpiku kości w szczególnie obleśny sposób. W ogóle to ciekawa cecha Nienawistnej ósemki. Tytuł mówi sam za siebie: nie ma w tym filmie postaci, której się kibicuje. Każda jedna to większa czy mniejsza menda.

h83

     Znów to napiszę: ja wiem, że to Tarantino i w ogóle, ale jest scena w Hateful 8, która kompletnie wyrzuciła mnie na chwilę z seansu. Jakby wklejona z innego filmu na złość reżyserowi. Nie wiem jaki był zamysł, ale wyszło źle. Przypuszczam, że miała to być jedna z tych scen, które zapamiętamy na zawsze. Mi się nie podobała i mogłoby jej nie być w ogóle.

     Sporo narzekam, ale to nie tak, że obraz jest zły. Nic z tych rzeczy, Tarantino poniżej pewnego poziomu nie schodzi. Wszystkie jego firmowe zagrania są. Od rewelacyjnych postaci, przez świetne dialogi i zaburzoną chronologię, po soczystą przemoc i naprawdę godny finał. Po prostu tym razem mistrz kuchni coś poknocił z przepisem i zamiast czegoś ekstra dostaliśmy “tylko” całkiem niezłe danie. Tym samym ósmy film Quentina trafia raczej na miejsca 5-8 niż 1-4 biorąc pod uwagę całą jego twórczość (i zakładając jak on sam, że Kill Bill to jedna produkcja).

h84

P.S. SPOJLERY!!! Wiem,  że w filmach Tarantino nie ma się co czepiać logiki niektórych spraw, ale dwie nielogiczności szczególnie mnie uderzyły: po pierwsze meksykanin. Warren użył ostatecznego argumentu w osądzie Boba mówiąc, że Minnie prędzej wpuści psa niż gościa z Meksyku, a jak było – pokazała retrospekcja. Druga rzecz: wszyscy się rozpoznawali na gębę nawet jeśli nie widzieli się szmat czasu, albo nigdy (jak Warren i generał). A jednak nikt z trójki – zawodowi łowcy głów i przyszły szeryf – nie rozpoznali bardzo znanych i poszukiwanych rzezimieszków.

Comments

comments