Podobno klasyka. Nie znałem filmu aż do dziś i… sam nie wiem… Może gdybym widział go kiedyś – dziś miałbym jakiś sentyment. A tak?

     Keanu Reeves gra agenta FBI – Jonny’ego Utah. Totalnego żółtodzioba. Przydzielają go Angelo Pappasowi (Gary Busey) – staremu wyjadaczowi, który nie jest tym faktem zachwycony. Razem muszą dorwać nieuchwytny gang rabujący banki. Podejrzenie pada na grupę surferów. Żeby ich zinfiltrować, Johnny pod przykrywką staje się jednym z nich. Wykona swoje zadanie czy za mocno wtopi się emocjonalnie w nowe towarzystwo? Towarzystwo, w którym pierwsze skrzypce gra Bohdi – charyzmatyczny lider i guru surferów.

pb3

     Na mój gust – film nie wytrzymuje próby czasu. Bardzo dużo tu elementów, które dziś budzą tylko nostalgiczne zażenowanie. Niedobrani partnerzy okazują się idealnym zespołem niemal od razu, zarządza nimi szef-dupek, dużo krzyku, efekciarstwa i groźnych min, ale zamiast powagi jest groteska. Zamiast napięcia – kiwanie głową do ekranu z politowaniem. Na pewno w swoich czasach Point Break robił wrażenie. Dziś już nie bardzo. Za dużo kina akcji klasy B, żeby wziąć produkcję na serio, za mało autoironii, żeby uznać to za pastisz… i nie, wcale się nie zestarzałem. Uważam, że Ostatni skaut, Szklana pułapka czy Twierdza nadal się bronią i oglądanie ich nie budzi zażenowania. Na fali już nie jest (nomen omen) na fali.

     Marudzę, marudzę, ale dwie rzeczy muszę napisać. Po pierwsze, mimo powyższego, nie nudziłem się i do końca byłem ciekaw jak się film skończy. To zawsze plus. Po drugie i najważniejsze: Patrick Swayze w roli czarnego charakteru – surfera Bohdiego. Motyla noga! Rewelacja! Ta rola, zagrana w takim stylu to jedyny element w filmie, który broni się i nawet dziś ta kreacja wygląda świetnie. Może to kwestia zderzenia z beznadziejnie drewnianym, młodym Keanu? W każdym razie nie znam wielu kreacji śp. Swayze’go poza kultowym Dirty dancing i chyba nadrobię kilka innych filmów, w których zagrał.

pb1

     Summa summarum – nie żałuję, że obejrzałem. Lubię czasem cofnąć się w czasie do starszych pozycji. Wiem, że nie zawsze wypada to na korzyść klasyków, ale nadal – warto. Natomiast jeśli ktoś chce zobaczyć dobry film z motywem policjanta pod przykrywką zżywającego się z infiltrowanym otoczeniem to polecam (uwaga) Szybkich i wściekłych. Oczywiście pierwszą część. Jest (uwaga) lepsza pod (uwaga) każdym względem od Point break. Może wyłączając świetną rolę Bhodiego.

Comments

comments