Mam problem z tym filmem. Kiedy analizuję go w głowie – wszystko gra. Są żarty na poziomie, jest sporo zabawnych scen, plejada gwiazd, sensowna historia, zaskakujące zwroty akcji… a jednak nie porwało mnie to wszystko. Zaśmiałem się kilka razy, ale pod koniec seansu dyskretnie zerkałem na zegarek.

     Eggsy to nieprzeciętnie zdolny chłopak, którego życie pozbawione jest celu. Ot, egzystuje gdzieś na przedmieściach Londynu. Kiedy wpada w kłopoty, wzywa na pomoc tajna organizację, której agentom ocalił życie ojciec chłopaka. Sam przy tym zginął. czy pomoc w tarapatach skończy się jednorazową spłatą długu wdzięczności czy będzie z tego coś więcej?

km2

     To póki co najlepsza parodia filmów szpiegowskich jaką widziałem. Typowo angielski humor bez mało wyszukanych żartów z narządów płciowych i tym podobnych błyskotliwości (tak właśnie Austinie Powers!). Reżyser sprawnie kopiuje wiele schematów z klasycznych filmów o Bondzie przy okazji nieźle je ośmieszając. Nie unika też autoironii.

     Czuć, że to kino brytyjskie. Nie tylko dzięki akcentowi bohaterów i nienagannym manierom członków Tajnych służb, przeciwstawionych sepleniącemu i niechlujnemu złoczyńcy. Przede wszystkim sceny akcji są inaczej pokazane niż w standardowym kinie akcji z USA. Ujęcia są mniej dynamiczne, więcej widać i nawet zupełnie zakręcone choreografie walk wyglądają tu jakoś tak… realnie? Szpilek w stronę Jankesów jest zresztą więcej. Strasznym smutasem musi być osoba, która nie zaśmieje się, kiedy zobaczy czym jest wykwintna kolacja dla prawdziwego Amerykanina. Co ciekawe i jednocześnie oryginalne – niektóre wątki są całkiem poważne i mimo, że to komedia, pozwalają czuć powagę wydarzeń i realność zagrożenia.

km3

     Muszę jeszcze koniecznie napisać, że przemoc w tym filmie hm… wymiata. Nie wiem kiedy ostatni raz (Tarantino?) brutalne sceny były tak soczyste, a jednocześnie groteskowe i zabawne. Aktywacja pewnych czipów w kulminacyjnym momencie to już beczka śmiechu.

     Aktorsko Kingsman to pierwsza liga. Colin Firth, Michael Caine, Samuel L. Jackson i Mark Strong? Klasa. Do tego młodzi aktorzy całkiem nieźle, chociaż ani Taron Egerton, ani Sophie Cookson nie zwalili mnie z nóg. Może dlatego, że ich role były jednak napisane niejako w cieniu starszych kolegów po fachu?

     Tak jak napisałem we wstępie – sam nie wiem czego mi tu zabrakło. Film ewidentnie zrobiono z pomysłem, z wizją, nie ma tu większych wad, a jednak mam wrażenie, że za tydzień nie będę o Kingsmanach pamiętał.

Comments

comments