Liam Neeson chyba polubił wcielanie się we wrażliwych twardzieli w średni wieku. I po przejściach. Najpierw pozamiatał ekran w Uprowadzonej, a potem zrobił wielką, parującą kupę: Uprowadzoną 2. Teraz jako podniebny szeryf ma na pokładzie 150 osób i wariata, który grozi zabijaniem pasażerów. Trik polega na tym, że nie wiadomo kto jest kim.

     Non-stop to kino akcji z najbardziej średniej ze średnich półek. Fabuła nie jest specjalnie mądra ale na tyle niegłupia, że nie miałem ochoty wyłączyć w połowie seansu. Przez jakiś czas dałem się nawet wciągnąć w wir wydarzeń i zastanawiałem się kto, gdzie i dlaczego.

nonstop

     Niestety im dalej w las tym głupiej. Ostateczna konfrontacja okazuje się słabiutka, a jeszcze słabsza jest motywacja ‘tego złego’. Na finiszu stopień amerykanizacji filmu zaczyna przerażać, a głodne kawałki co chwilę sypią się z ust poszczególnych bohaterów. Dlatego też aktorstwa nie oceniam. To nie jest film zrobiony dla niezapomnianych kreacji. Ot, budżetowe kino akcji, bo ktoś miał za dużo mamony i postanowił podzielić się nią z Juliane Moore i Liamem Neesonem.

     Na koniec trzy sprawy. Pierwsza to ostrzeżenie dla ludzi znających się choć trochę na lataniu. Momentami mogą zęby boleć od absurdów. Druga – ktoś wie skąd tytuł? Jakoś niespecjalnie pasuje mi do tego co się działo na ekranie. Że samolot nie może stanąć w miejscu? Że akcja była non stop? Nie była W Japonii film był pokazywany jako “flight game”. Brzmi to nieco sensowniej. Ostatni absurd to sam główny bohater. Chyba chcieli pokazać jaki skomplikowany ma charakter ale pokazywanie twardego “air marshala”, który… boi się latać, nie lubi latać? Serio? Następny film będzie o strażaku, który ma pirofobię? Facepalm.

     Nieważne. Non-stop plasuje się gdzieś w środku stawki “neesonowych” filmów akcji. Dużo lepszy niż Uprowadzona 2, dużo słabszy niż Uprowadzona. Ewentualnie. Do kotleta. Byle wyłączyć myślenie.

Comments

comments