Znów to sobie zrobiłem. Niestety. Zwiastun wyglądał obiecująco i tyle. Mogłem iść w dniu premiery na seans, zamiast tego naczytałem się recenzji, ochów i achów. Znów, zbyt wiele oczekiwałem. Film wydał mi się przez to “tylko” bardzo dobry. Fabuła prosta: kosmonauci naprawiają Hubble’a kiedy uderza w nich rozpędzony kosmiczny złom. Dalej – jak u Hitchcocka – napięcie tylko rośnie.
g1
     Świetna rola Sandy Bullock, czapki z głów. Może powalczyć o nagrodę Akademii Filmowej. Najważniejsze jednak w filmie są trzy sprawy: zdjęcia, montaż i dźwięk. We wszystkich wymienionych kategoriach oskara przyznałbym już dziś. Tak pięknej, sugestywnej, namacalnej wizji kosmosu nie było nigdy wcześniej. Jak nie cierpię 3D tak tu muszę pochwalić. Perspektywa czasami po prostu miażdżyła. Kiedy widzimy ledwo dostrzegalnych ludzi w przestrzeni, obok nieduża stacja kosmiczna, w tle spora ziemia, a to wszystko w bezkresie czarnej przestrzeni. Nie da się tego opowiedzieć. To trzeba przeżyć. W kinie. W 3D! Ocenę obniżam o punkt ale nie winię za to filmu, po prostu nie wyszedłem z kina ze szczęką na ziemi. Czegoś mi zabrakło.

g3

Comments

comments