Kiedy obejrzałem zwiastun, byłem umiarkowanie zadowolony. Z jednej strony Adam Sandler rzadko mnie bawi, z drugiej – klasyczne gry komputerowe, motywy, które moje pokolenie zna i kocha. Może nie było tu u nas tak popularne jak za oceanem, ale przemyt, partyzantka i piractwo sprawiły, że i my cieszyliśmy się początkami świata gier komputerowych*.

px1

     Nie wynajdę koła jeśli napiszę, że się nie udało. Recenzje tak widzów jak i krytyków są od umiarkowanie negatywnych, po te zupełnie miażdżące. Historia inwazji kosmitów, którzy przybrali formy znane z gier arcade  lat 80tych to pomysł świetny. Został jednak zaprzepaszczony kiepskim scenariuszem. Chociaż to bym jeszcze wybaczył. Nie mogę za to wybaczyć… Nie, o tym za chwilę. Najpierw o tym, co dobre. Jest więc kilka gagów, które autentycznie mnie rozbawiły. Momentami czuć klimat, jaki znamy z salonów gier z brzęczącymi wszędzie żetonami. Pomógł w tym ewidentnie wysoki budżet, zapewniony przez Sony, które wcisnęło do filmu chyba każdy sprzęt jaki produkuje. Od konsoli, przez telewizory po smartfony. Największy plus: Peter Dinklage. Najjaśniejsza gwiazda filmu, jedyny odstawia porządne show, mimo, że jego postać napisana jest bez polotu, a nawet bez sensu.

     Reszta aktorów to żenada poganiająca żenadę. Kevin James taki jak zawsze tylko mniej śmieszny. Josh Gad – tragedia. Nazwiska większego kalibru: Michelle Monaghan, Brian Cox i Sean Bean po prostu odwalają chałturę za grubą kasę i widać na ekranie jak bardzo zmuszają się, żeby udawać zabawę. A to jest chyba składnik konieczny tego typu komedii. Aktorzy muszą się dobrze bawić na planie. Wtedy zazwyczaj gładko przenosi się to na chemię między postaciami.

     Tak dochodzimy do największego problemu Pikseli, a ten nazywa się Adam Sandler. Nie zrozumcie mnie źle, nie jestem wielkim fanem gościa, ale kilka jego komedii naprawdę lubię. Tu jednak gra z taką miną przez większość czasu:

px2

Serio, tylko spójrzcie na te oczy baseta. Nie chcę być złym prorokiem, nic nie wiem o jego życiu. Jeśli miałbym zgadywać to powiedziałbym, że w trakcie kręcenia pikseli zachorował na raka, żonę pożarły wilki, teściowa wprowadziła się do jego domu, a Kevin James usiadł w trakcie zdjęć na psa Sandlera. Ze skutkiem śmiertelnym. W każdej scenie gdzie pojawia się główny bohater bije po oczach depresja, smutek i poczucie beznadziei. Kiedy chłop wygłasza (momentami naprawdę!) zabawne teksty po prostu odruchowo zamiast się śmiać, zastanawiałem się jaka tragedia dotknęła go tego dnia.

     Piksele miały wszystkie atrybuty, żeby stać się filmem po prostu niezłym i zabawnym. Wysoki budżet, ciekawa obsada, rozrywkowa tematyka. Niestety słaby scenariusz, przymuszeni do grania aktorzy i załamany Adam Sandler skutecznie pogrzebali nadzieje na sukces. Gry nadal nie mają szczęścia do filmów. Szkoda.

* – nie mylić ze Światem Gier Komputerowych, najlepszym czasopismem na polskim rynku w historii branży

Comments

comments