Niewiele się spodziewałem po nowej produkcji z Żółwiami Ninja, a dostałem solidną porcję akcji i dobrego humoru. Nie ma tu nic wyszukanego, nic oryginalnego, ale jest wszystko to, co powinna zawierać ekranizacja kreskówki.

     Doceniam nienachalny humor i czas trwania filmów tym bardziej, że jestem po traumatycznym seansie z Transformersami, które mają podobną grupę docelową. Przynajmniej w teorii. Na szczęście Żółwie nie są patetyczne, nie machają amerykańską flagą w każdej scenie i nie silą się na wygłaszanie banałów o wolności i pokoju. Kameralna historia żółwich braci, którzy uczą się współpracy i wzajemnego szacunku podczas walki ze złowrogim Shredderem.

tmnt2

     Że sceny przesadzone? Przerysowane? To nie jest adaptacja komiksu w stylu Nolana, tylko kreskówka ubrana w szaty filmu z żywymi aktorami! Przy okazji szacunek dla magików od efektów. Żółwie wyglądają i poruszają się bosko! Uczta dla oczu. Jest też kilka dowcipnych odniesień do popkultury, które docenią trochę starsi widzowie. W ogóle, bezpretensjonalny humor jest w co drugiej scenie. Ujęcie w windzie pod koniec filmu? Ubawiłem się po pachy.

     Słabszą stroną jest przerysowany czarny charakter. Shredder nie jest najgorszym “niemilcem” w historii kina, ale można było zrobić to lepiej. Ani jego motywacja nie jest jasna i sensowna. Ani wygląd przerażający. Ten strój, który zakłada do walki jest wręcz groteskowy. Kojarzył mi się raczej z Power Rangers.

tmnt3

     Z dodatkowych plusów: Megan Fox to nie jest Meryl Streep (duh!), zgadzam się. Jednak jej wersja April O’Neil pokazuje, że zatrudnianie byle ładnej buzi bez żadnych umiejętności potrafi pociągnąć film na dno (znów, heloł Michaelu Bay!).

     Bawiłem się lepiej niż się spodziewałem i już za to należy się nowym Żółwiom plus. Pozytywne zaskoczenie.

Comments

comments