Uważasz, że Steven Seagal może bez broni palnej pokonać batalion najemników? Myślisz, że Chuck Norris wygrałby pojedynek z setką wojowników ninja? Lubisz jak w filmie jest dużo killing i jeszcze więcej fajting? Jeśli na którekolwiek z powyższych odpowiedziałeś/aś “nie”, to jest moment, w którym przestajesz czytać.

     John Wick to kino akcji (i klasy B) z lat 80tych i 90tych zrobione z rozmachem godnym obecnych standardów. Keanu Reeves gra byłego mordercę na zlecenie. Wycofał się z interesu, ożenił i uspokoił. Małżonkę zabiera choroba i… coś tam jeszcze było z jakimś psem ale tak naprawdę to tylko pretekst, żeby tytułowy bohater zapałał żądzą zemsty i stanął sam naprzeciw ruskiej mafii. Dzieje się sporo, obserwujemy dużo efektownych strzelanin, walki wręcz i słuchamy bardzo męskich tekstów.

jw2

     Podobało mi się. Tak jak w 2 guns, tak i tu można poczuć nostalgię za Johnem McClane’em, Johnem Matrixem i wszystkimi innymi Johnami w tym typie. Keanu daje radę. Miło, że podniósł się po 47 Roninach. Fajnie, że pojawia się gościnnie Willem Defoe. Jedyna wada Johna Wicka to brak czegoś własnego. Jakiejś oryginalnej sceny, dialogu. Czegoś, co sprawiłoby, że będę o nim pamiętał dłużej niż tydzień.

Comments

comments