Nie wiem jak zacząć. Nie wiem do końca co napisać. Czuję się z tym źle… Nie tak to miało wyglądać. Oczekiwania może i napompowałem razem z wszechogarniającym marketingiem, ale to w końcu Bond i Sam Mendes, co może pójść źle? Otóż może i to mniej więcej połowa filmu. Najpierw mamy całkiem fajne zawiązanie akcji. Typowe dla serii. Potem niezła piosenka Adele okraszona cudownym graficznym spektaklem. Następnie – znów – sporo się dzieje i jest ciekawie. Dochodzimy do sceny gdy poznajemy intrygującego z pozoru głównego adwersarza i… c**j. Tu kończy się właściwy film o Bondzie, a zaczyna jakieś nie-wiadomo-co. Serio, łapałem się za głowę momentami. Wielki i zły człowiek to kopia Jokera z The Dark Knight. Nie, że inspirowali się, to jest bezczelna kopia włącznie ze sposobem mówienia, uśmiechem, gestykulacją i planem. Bardem się stara, ale został wsadzony w rolę, którą już ktoś kiedyś zagrał. Lepiej. To jednak jeszcze nic, bo potem robi się jeszcze śmieszniej i żałośniej. Sporo ‘nawiązań’ do starych Bondów. Miały to być smaczki, ale wygląda to raczej jak pastisz. Jak nabijanie się z własnej konwencji, bardziej jak parodia.  Nie chcę zdradzać fabuły, ale końcówka miażdży. W najgorszym tego słowa znaczeniu. Miało być sentymentalnie, a wyszedł dorosły Kevin sam w domu. Tego już było za wiele. Moja dłoń z hukiem napadła na moje czoło.

sf2

     Generalnie jeśli w filmach z Craigiem jest za mało Bonda w Bondzie to mam wrażenie, że druga połowa Skyfalla zrzuca ten wskaźnik na poziom zero. Zamiast globalnych intryg, złych korporacji mamy jakieś sceny z taniego filmu akcji, który bardziej pasuje do Dwayne’a “The Rocka” Johnsona czy Jasona Stathama. Gdzie szarmancki, uwodzicielski Bond działający globalnie i z przytupem? Nie ma. Jest jakaś wieś, jeden dom. Trzy osoby plus armia najemników. Last man standing. Zero Bonda w Bondzie. Nigdy nie byłem wielkim fanem tej serii ale przynajmniej dowolne 10 minut z każdego filmu i wiadomo, że mamy do czynienia z asem MI6. Tutaj w zależności od wycinka można się zastanowić czy to Bond, Kevin sam w domu, Expendables 3 czy Transporter 4. To ja już wolę powrót do szarmanckiego uwodziciela, gentlemana i wybuchających zegarków.

sf3

     Szkoda. Liczyłem na powtórkę z Casino Royale, a dostałem film, którego pierwsza połowa może rywalizować z QoS, a drugą ciężko ocenić, bo to nie Bond i koniec.  Na plus, żeby nie marudzić w nieskończoność, zaliczam zdjęcia, muzykę i aktorstwo Dench, Craiga i Fiennesa. Ósemka za pierwszą połowę i dwója za resztę dają po uśrednieniu piątaka i ani punktu więcej.

Comments

comments