Bardzo cenię Spielberga i jego zasługi dla kina są nieocenione. Mając to na uwadze, najnowszym film pokazuje, że Steven starzeje się brzydko. Most szpiegów to dowód na to, że pociąg z napisem “kino XXI wieku” chyba reżyserowi odjechał.

bos4

     Film opowiada autentyczne wydarzenia z końcówki lat 50tych poprzedniego wieku. Amerykanie łapią szpiega z ZSRR (Abel, w tej roli Mark Rylance), wytaczają mu proces, broni go niezłomny Jim Donovan (Tom Hanks), który mimo ostracyzmu ze strony opinii publicznej wywiązuje się z zadania doskonale. Tak dobrze, ze potem rzad USA angażuje go do negocjacji przy wymianie Abla na pilota U2 zestrzelonego i pojmanego na terytorium ZSRR.

     Rany jakie to było nudne! Funkcjonuje w mowie potocznej określenie ‘stara szkoła’, że coś jest “oldskulowe”. Zazwyczaj jest w tym nostalgia, wspomnienie lepszych czasów, nas samych młodych i pięknych. Most szpiegów do stara szkoła w najgorszym tego słowa znaczeniu. Wszystko tu jest teatralne, bardzo napompowane, koturnowe  i przesadzone. Od kreacji aktorskich, przez tło fabularne po scenografie i dekoracje. Ani przez chwile nie czułem się jak świadek prawdziwych wydarzeń tylko jak widz w teatrze. W filmie bazującym na faktach!

bos2

     Obraz tamtych czasów jaki rysuje przed nami Spielberg nie przystaje do tego co znamy z historii. Komuniści wcale nie są tacy źli. No są nieprzyjemni i generalnie gorsi od ludzi z USA, ale i tak sympatyczni. Za to amerykanie tez bywają źli, nerwowi, ale jednak i tak są najlepsi, bo zawsze znajdzie się bohater rzucający nadętymi bzdetami o konstytucji. Poza tym jeszcze był mur gdzie strzelali, czołgi i w ogóle niby-straszno. Ale – no właśnie – wcale nie straszno. Stylistyka jest, sam nie wiem, trochę przerysowana, jakby baśniowa? No taka Spielbergowska, ale nie pasująca do mrocznych czasów. które pokazuje. Akurat dopiero co przeczytałem Imperium Ryszarda Kapuścińskiego i w filmie nie ma ani pól “homo sovieticusa” z krwi i kości. Cierpi na tym realizm, a jakiekolwiek zaangażowanie się w wydarzenia graniczy z niemożliwością.  Jakby ktoś sobie wziął za punkt honoru zrobienie produkcji o zimnej wojnie tak, żeby każdy powyżej dziesiątego roku życia zrozumiał. Bo, prawdę mówiąc, film spokojnie można pokazać dzieciom. Główne przesłanki do wniosku, że za żelazną kurtyną było paskudnie to fakt, że był tam mróz, ciągłe ciemności i brzydsi ludzie. A już dwie sceny w podmiejskiej kolejce w Nowym Yorku gdzie raz spoglądają na Donovana tak, a za drugim razem inaczej… to już było po prostu zagranie jak z bajki dla dzieci. Tak taniej, tandetnej symboliki nie widziałem w filmie dla dorosłych dawno.

bos3

     Cały film taki jest. Operuje bardzo prostymi środkami, żeby czasem jakaś scena, jakiś bohater nie wydali się dwuznaczni, nie daj boże wieloznaczni, wielowarstwowi. Dzielny pilot, uczciwy adwokat, honorowy szpieg, nerwowy agent CIA. Ble. Ciężko się to oglądało, oj ciężko. Nie mnie dyktować co ma Spielberg robić dalej, ale takie filmy jak ten nie przynoszą mu chluby. To chyba najsłabszy film Spielberga jaki widziałem do tej pory (Indiany Jonesa 4 nie liczę, to było poniżej jakichkolwiek standardów).

     Na koniec osobny akapit o Oscarze dla Marka Rylance’a za drugoplanową rolę męską. Nie widziałem jeszcze tylko The Big Short, ale KAŻDY z pozostałej trójki nominowanych był lepszy. Ruffalo na pewno, a Stallone i Hardy to w ogóle inna liga. Kolejny Oscarowy bzdet, ale ten akurat rozumiem. Głosowali głownie starsi ludzie z akademii i dla nich taka stara szkoła robienia filmów to pewnie podroż do czasów świetności i młodości. Szkoda, że przy tej okazji nagrodzono nie tego co trzeba. Nie pierwszy i nie ostatni raz.

Comments

comments