Sicario to dziwny film. Rzekłem. Jakby się przyjrzeć po kolei poszczególnym elementom to mamy prawie ideał thrillera. Temat ambitny, aktorzy rewelacyjni, reżyser z głową na karku itp. Z kina wyszedłem jednak zadowolony, ale bez specjalnego zachwytu. Sam nie do końca znam powód.

     Nie widziałem wcześniej zwiastunów, niewiele czytałem więc na seans poszedłem jako tabula rasa. Zaprawiona w boju agentka FBI, Kate Macer (Emily Blunt) zamiast ścigać kolejnych dilerów i przemytników dostaje szansę dorwania szefa meksykańskiego kartelu. Ma wejść w skład zespołu do zadań specjalnych, który zajmuje się takimi sprawami. Przyjdzie jej pracować z przesadnie wyluzowanym Mattem Graverem (Josh Brolin) i małomównym Alejandro (Benicio del Toro). bardzo szybko okazuje się, że nowa jednostka Kate stosuje trochę inne metody, niż te, do których przywykła.

s1

     Im dłużej myślę o Sicario tym bardziej wydaje mi się, że nie zagrał scenariusz. Dziwnie rozłożono akcenty opowieści. Np. taki przyjaciel Kate z FBI – Reggie. Mam wrażenie, że gdyby wyciąć go z filmu, nikt nie zauważyłby różnicy. Historia opowiedziana jest dość chaotycznie. Koniec końców ciężko stwierdzić, czy jest to opowieść o systemie łamiącym własne zasady czy może o Kate i jej bezsilności? A może o zemście? Kilka wątków się przewija, ale żaden nie dostaje na ekranie wystarczająco dużo czasu, żeby zaangażować widza. Sceny z dyskoteką i następujące po nich pominę milczeniem. Są tak złe, że pasują do reszty jak pięść do nosa. No i im dalej końca tym bardziej scenariusz wydaje mi się naiwny. Od przesadnego realizmu do kina akcji raczej spod znaku Bourne’a niż czegoś bardzo na serio.

s3

     Warto jednak film obejrzeć. Po pierwsze dlatego, że trio Brolin, Blunt i del Toro gra po prostu koncertowo. Po drugie dlatego, że reżyser nie zawiódł. Budowanie napięcia, sceny akcji, wszystko jak u Michaela Manna w najlepszym okresie. Widać dobre rzemiosło. Po trzecie i nie wiem czy nie najważniejsze: rewelacyjne zdjęcia. Mam wrażenie, że ich autor wzorował się trochę na serialu True Detective. Pod tym kątem to strzał w dziesiątkę. Długie ujęcia, szerokie kadry, klimatyczne “naloty” na krajobrazy. Wszystko to sprawia, że Arizona i Meksyk wydają się nieprzyjazną, suchą krainą wypełnioną przemocą i ludzkimi dramatami.

s2

     Nie wiem czy całą winę można zrzucić na scenariusz, ale czegoś mi w Sicario zabrakło. To solidne kino akcji, kawał porządnego thrillera, ale nie sądzę, żebym zapamiętał go na dłużej. Tak, jak chociażby Labirynt (Prisoners) tego samego reżysera.

Comments

comments