Obejrzałem finał. Mam bardzo mieszane uczucia. Numer ze Stannisem – o co chodzi??? Pomijam, że pojawił się z czapy (dla ludzi, co nie znają książek) ale naprawdę ta bitwa wyglądała jakby ze 100 tys. ludzi Mance’a zostało maksymalnie dwudziestu. Jeśli nie mają budżetu to powinni to pomyśleć jakoś inaczej. Sam nie wiem jak ale to nie ja jestem magikiem Holywood.

     Znów odwołam się do tych co czytali niedawno – była scena z Cersei mówiącą Tywinowi o niej i bracie bliźniaku? Wydaje mi się, że w książce do końca bała się ojca i nie wyskoczyłaby z czymś takim. Generalnie ta scena i ta na kiblu sprawiły, że nagle Tywin wydał się jakąś popierduchą. Słabo. Tyrion za to genialnie. Dinklage urodził się dla tej roli. Nic co napiszę i tak nie odda tego, że postać z serialu wypada w moich oczach lepiej niż wyobrażenie jakie miałem czytając powieść. Facet jest najlepszym możliwym Tyrionem. Kropka.

la-et-st-game-of-thrones-mad-men-among-art-dir-001     Arya – wątek ze statkiem i monetą ok, z Brienne spotykającą Ogara – dramat. Jeszcze ten motyw jak stracili konie i poszli na piechotę. Czekałem aż zaczną stukać skorupami kokosów jak w Świętym Graalu, żeby imitować stukot kopyt. Sceny z Branem wypadły nieźle, aczkolwiek te kościotrupy wyglądały jak z jakiejś gry i raczej groteskowo niż groźnie.

     Generalnie kolejny sezon oceniam na plus. Serial cenię za skracanie nudnych dłużyzn z oryginału. To się chwali. Niestety, jest kilka miejsc gdzie dokonano dziwnych zabiegów (Bran prawie spotyka Jona, Brienne spotyka Aryę i Ogara) i sceny te były mniej lub bardziej bez sensu. Niczego nowego nie wniosły, a znającym książki każą domyślać się, że po Westeros da się podróżować francuskim TGV. Nic to. Pozostaje czekać na sezon nr 5. Chyba, że wcześniej Martin wypuści szósty tom… NOT!

Comments

comments