Beznadziejny polski tytuł i dodatkowo powtórzenie oryginalnego. Kolejny tłumocz, tzn. tłumacz, dał czadu. Ręce same opadają.

     W każdym razie, wracając do sedna: zakochana para nierozumianych i niezbyt lubianych dzieciaków ucieka z domu. Fabuła to jednak tylko pretekst do bardzo swobodnej zabawy formą, bo tym właśnie jest ten film. Wes Anderson maluje przepiękne pejzaże i czaruje bardzo specyficznymi zdjęciami. Lata sześćdziesiąte wyglądają jak groteskowe widowisko teatralne. Absurdalne dialogi przeplatają się z absurdalnymi sytuacjami. Wszystko podkreśla naprawdę dobra muzyka. Klimat jest niesamowity ale… Moonrise Kingdom jest zwyczajnie za długie. Po jakimś czasie robi się nudnawo. Forma, tak zaskakująca na początku, mniej więcej w dwóch trzecich nie czaruje już tak bardzo. Wtedy wychodzi brak dostatecznej ilości treści, żeby utrzymać uwagę widza. Nie jest źle ale mogło być lepiej.

moonrise-kingdom-pic3

     Osobne słowa uznania dla aktorów. W sumie z obowiązku, bo rzadko taki zestaw (Norton, Willis, Murray, Swinton) nie wypada dobrze. Tylko dzieciaki słabiutko. Wiem, że zapewne miały grać w sposób przerysowany ale wypadło to gorzej niż w przypadku starszych i utytułowanych kolegów po fachu. Na koniec podkreślę jeszcze raz – muzyka w tym filmie wymiata. Howgh.

Comments

comments