Musiał nadejść ten moment. Widziałem, że przyjdzie, nie czekałem na niego, ale stało się. Obejrzałem remake Ghostbusters. Film, który rok przed premierą wzbudził tyle niezdrowych emocji, że Tajemnica Brokeback Mountain czy inny Spotlight mogą się schować. Najbardziej ironiczne jest to, że ostateczny efekt jest po prostu marny. Nie jest zabawny, nie ma sensu, za to bałagan (szczególnie w scenariuszu) jest obezwładniający. Jesli jesteś z tych, co nie lubią za dużo czytać, wersja skrócona: Pogromcy duchów (Dlaczego nie Pogromczynie? Zabrakło odwagi?) to komedia, przepraszam, “komedia” na poziomie Pikseli. Typowa, słaba i żenująca komedia z Adamem Sandlerem tylko bez Adama Sandlera.

     Fabuły nie ma sensu streszczać, bo idzie dokładnie tą samą ścieżką co oryginał, czyli pierwsza część Ghostbusters z 1984 roku. Tym razem cztery kobiety na skutek róznych okoliczności łącza się w zespół zwalczający/łapiący istoty nadnaturalne. Antagonistą jest sfrustrowany informatyk/inżynier samotnik, tak stereotypowy jak się da. Generalny problem polega na tym, że każda dziura i nielogiczność fabularna goni następne. Bohaterki nie mają sensownej motywacji, wszystko dzieje się tak, jakby połowa dialogów była improwizowana i nie starcza czasu, żeby sensownie naszkicować postaci.

gb5

     Chociaż może starcza, tylko ktoś poszedł w złą stronę? Patty grana przez Leslie Jones, która w niesławnym zwiastunie wypadła tragicznie, tutaj jest jedyną osobą posiadającą ludzkie cechy. Cała reszta jest tak przerysowana, kreskówkowa i żenująca, że brakuje słów. O ile da się jeszcze znieść Melissę McCarthy, która w kolejnym filmie gra samą siebie (niezdarną, gadatliwą, wesołą pampuchę) i Kirsten Wiig (jej postać jest kompletnie nijaka), o tyle Kate McKinnon to chodzący dramat. Jej wersja Holtzman – genialnej inżynierki – to postać szalonego naukowca wzięta żywcem z bajek dla dzieci. W każdej scenie zachowuje się inaczej, w każdej wygląda, jakby reżyser kazał jej robić cokolwiek zwariowanego. To już wpada w kategorię tak żenującą, że widz wstydzi się za nią. To sprawia, że początkowy zamysł – kobiety też dają radę jako naukowcy – nie wypalił. Pogromczynie od czasu do czasu wypuszczają z siebie szereg naukowych terminów, ale nijak nie współgra to z ich nieporadnym, głupkowatym zachowaniem i żartami z pierdów.

gb2

     No właśnie. Humor w filmie jest hołdem dla wspomnianego Sandlera. Żarty o bąkach puszczanych różnymi otworami, żarty o kupie, nędzne żarty z podtekstem seksualnym. Żenada na każdym poziomie. Albo slapstickowe numery w stylu Melissy McCarthy fruwającej jak balon, z którego gwałtownie schodzi powietrze. Boki zrywać. Zaśmiałem się raz, kiedy postać sekretarza-debila grana przez Chrisa Hemswortha pyta, czy może wziąć do pracy raz na czas swojego kota (my cat). Po chwili okazuje się, że to, co powiedział, nie jest takie oczywiste i wychodzi z tego niezły suchar. Niezłe suchary zawsze są w cenie. Poza tym nie ma w tym filmie niczego zabawnego, ale reżyser próbuje, oj próbuje. Mój boże jak on się stara! Mam wrażenie, że KAŻDE wypowiedziane zdanie, KAŻDY gest w tym filmie jest zaplanowany jako coś, co ma widza śmieszyć. To jeszcze bardziej odrealnia postaci i kompletnie dystansuje widza od świata przedstawionego na ekranie. Poza komediami Sandlera miałem skojarzenie z wersją “soft” produkcji typu Straszny film. Gdybym nie wiedział, że to jest serio, założyłbym, że oglądam nieudaną parodię Pogromców duchów. Tu muszę zaznaczyć – być może po prostu nie jestem grupą docelową – dzieci na widowni (na oko 8-9 lat) zaśmiewały się do rozpuku. Dziwi mnie jednak taka polityka, bo przecież pierwowzór był sympatyczną, szaloną i inteligentną komedią dla ludzi w każdym wieku. Dziś Sony ewidentnie stawia wyłącznie na najmłodszego widza.

gb4

     W filmie pojawiają się też aktorzy znani z oryginału. Wypada to sztucznie i sprawia wrażenie wepchniętego na siłę. Tak jak te wszystkie odniesienia do produkcji z 1984 roku. Po pierwsze, nawiązania są bez sensu, bo zamiast zrobić soft reboot film jest klasycznym remake’iem więc dzieje się w zupełnie nowym uniwersum, gdzie nie słyszano o pogromcach duchów, po drugie – jaki jest cel? Fani przygód Venkmana i spółki od początku byli przeciwni nowej produkcji i większość deklarowała niepójście do kina. Dla kogo więc są te wrzuty?

     Nie mogę na koniec nie poruszyć tematu, który pojawił się niejako obok nowych Pogromców (Pogromczyń!) duchów. Szowinizm, feminizm i inny gender. Znalazła się bowiem grupa, która zrobiła duży szum w internecie twierdząc, że baby nie mogą grać tych postaci, baby nie umieją łapać duchów i baby do garów. Każdy, kto tak napisał jest, rzecz jasna, kretynem. Uwielbiam dobre filmy z ciekawymi protagonistkami. Sarah Connor, Elen Ripley, Kathniss Everdeen czy postać Sandry Bullock w Grawitacji – to tylko pierwsze przychodzące mi do głowy przykłady. Płeć nie ma tu nic do rzeczy. Chętnie zobaczyłbym DOBRY film z kobietami łapiącymi duchy. Rozumiem natomiast każdego oburzonego i wkurzonego fana Ghosbusters, rozumiem każdego przeciwnika kolejnych remake’ów. Niestety Sony sprytnie wykorzystało koniunkturę, podłapało motyw szowinizmu i wplotło to w swoją kampanię PRową. Nie podoba ci się zwiastun/film o kobietach-pogromczyniach duchów? Jesteś szowinistą, seksistą i mizoginem. Koniec tematu. Stąd mam wrażenie spory rozjazd po premierze między bardzo ostrożnie napisanymi opiniami krytyków, a falą niezadowolenia widzów. Pierwsi boją się feministycznej krucjaty, drudzy nie mają tej presji i mogą swobodnie wyrazić swoje zdanie.

gb3

     Na marginesie: film, który tak bardzo wykorzystuje szowinizm jako bat na krytyków lansuje zadziwiająco dużo stereotypów. Główne bohaterki niby są naukowcami i mówią mądre rzeczy, ale przez wspomniane przerysowanie i śmieszność postaci za każdym razem brzmią jakby nie miały pojęcia o czym mówią. Jedyna niewykształcona osoba w zespole (za to znająca uliczną gadkę) jest… tak tak, czarnoskóra. Każdy, dosłownie każdy facet pojawiający się na ekranie to cham, dupek, skończony debil albo leń. Albo wszystko na raz. Nie ma nawet ćwierć pozytywnego bohatera płci brzydkiej. Mało? Na koniec Pogromczynie strzelają duchowi-antagoniście w… krocze. Całkiem niezły zestaw jak na film podobno zgodny z poprawnością polityczną, “przywracający równowagę” między płciami na ekranie.

     Ghostbusters Anno Domini 2016 to kolejny wytwór filmopodobny. Kolejna próba zarobienia łatwej kasy na znanej marce. Kloaczny humor upchany w każdą sekundę filmu, beznadziejny scenariusz, z którego nawet dobre aktorki komediowe nie są w stanie nic wyciągnąć i na dokładkę żenujący product placement (żryj czipsy!). Wszystko to składa się na obraz nędzy i rozpaczy, który równie dobrze mógłby być sequelem Pikseli. Daję im jednak oczko mniej niż głupotce Sandlera, bo tam przynajmniej nikt nie szargał znanej i uznanej marki. Nie dajcie się moralnemu szantażowi, nie idźcie do kina, nie warto.

Comments

comments