Tom Cruise ma kryzys wieku średniego. Co wtedy robi? Kupowanie kolejnego Porsche byłoby nieskuteczne. Produkuje więc film sensacyjny, w którym gra prawdziwego samca alfa, nieomylnego, super męskiego macho-detektywa, byłego żołnierza. Jest jak amerykański Sherlock Holmes. Wie wszystko, widzi wszystko, pamięta wszystko. Żaden szczegół nie umknie jego uwadze. Film jest kaprysem znudzonej gwiazdy, która miała ochotę na trochę rozrywki.

     Fabuła jest boleśnie przewidywalna, niekonsekwentna i momentami zwyczajnie głupia. Niby zdarzają się akcje, które puszczają oko do widza dając do zrozumienia, że nie wszystko tu jest na serio ale to za mało, żeby uznać to za zabawę konwencją czy pastisz. Film może się podobać jeśli ogląda się go w grupie znajomych i w trakcie wypije minimum trzy piwa. Im dalej w las tym więcej alkoholu musi krążyć w systemie, żeby wytrwać i przymknąć oko na głupotki. Ja niestety miałem tylko jednego browara więc po godzinie oglądania ręka waliła w czoło co pięć minut. Ostatnia wielka strzelanina to już poziom skeczów Jasia Fasoli. Nie polecam.

Comments

comments