Bez podniety, trzeba się opanować… Na początku lat dziewięćdziesiątych dorwaliśmy z bratem kasetę VHS z filmem Robot Jox. Po obejrzeniu już nic nie było takie samo jak wcześniej. Zamiast kolejnej wojny światowej starcia gigantycznych robotów? Sterowanych przez pilota? Od tamtej pory przynajmniej jedno nasze marzenie nie-do-spełnienia dotyczy poprowadzenia w boju takiego mecha. Mieliście podobnie? Może po UltraManie? Może po Transformersach? Mechwarriorze? Tak? Super, czytajcie dalej. Wszyscy inni proszeni są o powrót do swoich zajęć. Dalej nic dla was nie mam…

pr4

     BEST GIANT ROBOT MOVIE EVER!!!!! Bez ściemy, najlepszy, najbardziej widowiskowy, naj naj naj naj naj! Jest tu wszystko czego można oczekiwać od filmu z wielkimi robotami. WSZYSTKO. Fabuła jest prosta: z morza wychodzą Kaji czyli Godzille w różnych odmianach. Czołgami ubić trudno więc ludzkość buduje własne, mechaniczne odpowiedniki – Jaegery. Muszą być pilotowane przez dwie osoby, bo jeden ludzki mózg scalony z robotem nie wytrzymuje natężenia informacji. Bardzo zgrabne wytłumaczenie na dwie osoby w “kokpicie”, po trailerze trochę się obawiałem jak to pokażą. Smaczkiem jest to, że śmiałkowie dzielą również wspomnienia i myśli. Cała historia to tak naprawdę miks Matrixa, Robot Joxa, Transformersów, Dnia niepodległości, Evangeliona i wielu, wielu innych pomysłów. Brzmi dziwnie ale zamiast nieświeżego bigosu wyszedł koktajl idealny! Wszystko jest też w odpowiednim stopniu przerysowane. Bardzo przypomina w tym aspekcie anime. Wiele tu elementów żywcem wyjętych z japońskich seriali i filmów animowanych. Wyważono to jednak w taki sposób, że czuć owo przerysowanie, ale nie jest ono żenujące jak w Muszkieterach 3D. O nie, tu pasuje idealnie i po kilku słowach czy gestach głównego dowódcy Jaegerów – Marszałka Stackera Pentecosta – wiemy, że należy przymknąć oko i rozkoszować się akcją.

pr2

     Efekty specjalne biją na głowę wszystko co do tej pory widziałem. Nawet niedawny Man of Steel nie jest tak dobry. Ilość detali w scenach porównywalna jest z intro Starcrafta 2. Jaegery walczące z Kajiu otoczone są w każdej scenie odłamkami budynków, uciekającymi ludźmi, latającymi samochodami. Potwory są zróżnicowane i odpowiednio, hm… potworne? To akurat znak rozpoznawczy Guillermo del Toro. Roboty wyglądają… jeszcze lepiej. Nie są to jednak skaczące czy skradające się zabawki z Transformers. Tu mamy do czynienia z wielkimi, bezwładnymi, stalowymi potworami. W każdym ruchu czuć ich masywność, siłę i potęgę. Coś niesamowitego. Gdyby jakiś IMAX był bliżej – wybrałbym się na pokaz po raz drugi. Tam musi to robić JESZCZE większe wrażenie. Muzyka świetnie współgra z resztą i buduje odpowiedni klimat. Taki na granicy groteski, ale bez popadania w śmieszność.

pr3

     Aktorstwo jest w porządku ale wiadomo, że to nie film na oskarowe role. To co widzimy na ekranie jest wystarczająco dobre. Największe brawa dla Guillermo del Toro za wizję, realizację, pomysły. Za wszystko w tym filmie. Facet jest wielki nie tylko wagowo.

     Ocena na końcu powinna być mocną ósemką ale dziś nie oceniam ja tylko dziesięciolatek, który właśnie wrócił do świata z Robot Jox. Tylko lepszego. Jeśli ktoś by mnie spytał wczoraj jak powinien wyglądać idealny film o tej tematyce – długo bym snuł własne, nieuporządkowane wizje. Dziś odpowiedziałbym w dwóch słowach: Pacific Rim.

Comments

comments