Lubię takie niespodzianki. Nic o filmie nie wiem, niewiele słyszałem, nawet zwiastuna nie widziałem. Wtem! Kawał niezłej produkcji. Wciąga, trochę hipnotyzuje i pozostawia w głowie kilka pytań.

     Młody programista wygrywa konkurs i dostaje “staż”. Siedem dni w siedzibie/domu/twierdzy/laboratorium ekscentrycznego szefa hipotetycznego firmy a’la google (tu blue book). Nie napiszę ani słowa więcej, bo psułbym niespodziankę. Film skonstruowany jest tak, że nie bardzo wiadomo o co chodzi. W miarę upływu czasu widz dostaje do ręki kolejne informacje i robi się ciekawiej i ciekawiej. To właśnie siła tego obrazu. Powolne dozowanie faktów, dziwne interakcje między bohaterami, naukowe i filozoficzne dialogi.

em2

     Ex Machina zrealizowana jest z mistrzowską precyzją. Film jest bardzo kameralny, kilka pomieszczeń i dosłownie cztery postacie. Tyle wystarczy, żeby wywołać we mnie strach, empatię, podziw i napięcie. Ani przez chwilę się nie nudziłem, a przecież całość sprowadza się jedynie do serii dialogów. Dialogów ciekawych, oszczędnych i oddanych na warsztat świetnym aktorom. Domhnall Gleeson, Oscar Isaac i Alicia Vikander dopasowali poziom gry aktorskiej do reżyserii, doskonałej scenografii i niepokojącego udźwiękowienia. Jestem w szoku tym bardziej, że ten film wyreżyserował Alex Garland. Facet, którego poprzednia produkcja to Dredd 3D!

     Wiem, że powyższy tekst niewiele mówi. Recenzja jest enigmatyczna, ale naprawdę nie chcę psuć nikomu seansu przez wchodzenie w poziom detali, który mi ułatwi pisanie, ale komuś może powiedzieć zbyt dużo. A warto zagłębić się w tę historię jako tabula rasa. Wtedy smakuje najlepiej.

Comments

comments