Minął już tydzień od ostatniego odcinka drugiego sezonu True detective, a mi dalej nie chce się na ten temat pisać. Zazwyczaj kiedy film mnie rozczaruje – łatwo się po nim jeździ. Zdecydowanie trudniej przychodzi mi pisanie recenzji pochwalnych. Negatywne teksty to zazwyczaj zabawa (Człowiek o żelaznych pięściach) albo wyrzucenie z siebie złości na twórców za to, że zawiedli (Interstellar). Z Detektywem mam ten problem, że po prostu mnie zasmucił. Coś, co było intrygujące zamieniono w zlepek beznadziejnych wątków i nieudaną próbę powtórzenia sukcesu pierwszej serii.

     Udało się powtórzyć sposób kręcenia serialu. Po raz drugi dostajemy naprawdę piękne ujęcia. Zakurzona i spalona słońcem Kalifornia zupełnie nie przypomina krainy mlekiem i miodem płynącej. Upał, brud, smród i ubóstwo. Pochwalić muszę też świetną czołówkę. Sam nie wiem czy nowa nie jest nawet ciut lepsza niż poprzednia.

td21

     Koniec dobrego. Dalej jest tylko źle, słabo i bezpłciowo. Mamy czterech bohaterów: policjant z drogówki Paul Woodrugh (Taylor Kitsch), szeryf Ani Bezzerides (Rachel McAdams), detektyw, furiat i alkoholik Ray Velcoro (Colin Farrell) i lokalny mafiozo, Frank Semyon (Vince Vaughn). Trójka stróżów prawa ma rozwikłać zagadkę morderstwa Bena Caspere’a, który robił interesy za spore pieniądze z wspomnianym szefem lokalnej organizacji przestępczej.

td22

     Brzmi prosto, ale nic nie jest proste. Wszystko w drugim sezonie jest za bardzo skomplikowane. Zależności między bohaterami jeszcze da się sensownie śledzić, ale już zależności między ich strukturami (biuro szeryfa, miasto, hrabstwo), milion drugoplanowych postaci, milion niepotrzebnych wątków powodują w głowie mętlik, a do fabuły nie wnoszą kompletnie nic. Jakbym miał opisać pierwszy sezon to sprawa jest łatwa. Dwóch skrajnie różnych detektywów prowadzi dochodzenie w bardzo tajemniczej sprawie. Są tak różni od siebie, że ich interakcje bywają ciekawsze niż ich praca. Tyle.

td23

     W drugiej serii jest aż czwórka głównych bohaterów, a mniej więcej 3/4 czasu stracimy na poznawanie ich prywatnego życia i osobistych problemów, które na siłę scenarzyści próbują odnieść do prowadzonego śledztwa. Wątków jest stanowczo za dużo. Są naiwne i żywcem wyjęte z dużo słabszych seriali. Akcja chaotycznie skacze z jednego bohatera na drugiego i nie ma tu jakiejś sensownej klamry. Samo śledztwo w kilku odcinkach dostaje jakieś 10 minut czasu antenowego. Na domiar złego mamy jeszcze kilka scen akcji, które wyglądają jak komedia pomyłek z Louisem de Funesem. Najlepsza jednak jest zdecydowanie chwila kiedy Bezzerides za pomocą palców w gardle próbuje zwymiotować narkotyk przyjęty… w aerozolu. Padłem.

td24

     Aktorów nie zamierzam obwiniać. Zrobili co mogli, doceniam ich wysiłek. Mam wrażenie, że i tak wyciągnęli niemożliwe maksimum z dramatycznie słabych scen i nieprawdopodobnie czerstwych dialogów. Niektóre wryły mi się w pamięć swoją mizerią (“I need to be in the field”). Na wyróżnienie zasługuje na pewno Farrell, którego postać sprawiła, że (niestety) dotrwałem do końca. Zdecydowanie na plus zaskoczył też Vaughn. Jak nie pajacuje w debilnych komediach to potrafi pokazać niezły warsztat. Najlepiej jednak wypadła postać drugoplanowa, żona Franka Semyona – Jordan. Aktorka Kelly Reilly w każdej scenie wygląda zjawiskowo. Roztacza wokół siebie aurę silnej, zdecydowanej i twardej kobiety. Jednocześnie ocieka seksapilem. Czapki z głów.

td25

     Dopiero siódmy odcinek naprawdę mi się podobał. Pewnie dlatego, że w końcu głównym bohaterem był motyw morderstwa i prowadzenie dochodzenia. Z tego powodu narobiłem sobie nadziei na finał, a ten był tak samo marny jak cały ten sezon. Chciałbym jak najszybciej zapomnieć, że straciłem niecałe osiem godzin na taką lipę. Mam wrażenie, że ta historia wyglądała lepiej w głowach scenarzystów, ale zabrakło im talentu i pomysłów jak to sensownie przenieść na ekran. Dostajemy więc miniserial, w którym mamy aż cztery główne postacie, milion drugoplanowych (GoT się chowa) i kilkanaście wątków pobocznych upchanych bez sensu w osiem krótkich odcinków. Nie pamiętam innego serialu, który na przełomie sezonów tak gwałtownie zjechał z jakością.

Comments

comments