Nazwisko Nicka Cave’a jako scenarzysty zaskakuje już na początku. Potem jest tylko lepiej. Najpierw jednak kwestia tytułu. Lawless tłumaczy się świetnie na język polski więc nie mam pojęcia co za “kopirajter” czy “geniusz” wpadł na gangstera… żeby to chociaż był film o gangsterach… Głupota tłumacza niebezpiecznie blisko spolszczenia “Dirty dancing”. Szkoda słów. Wracając do filmu: zamiast gangsterów mamy tu głęboką prowincję USA w czasach prohibicji. Miejsce gdzie tzw. hillbillies, górskie wieśniaki, pędzą bimber dla miast Ameryki. We wszystko miesza się agent specjalny Rakes i pewien twardy prokurator. Obaj lokalnych osobników mają za mniej niż nic i zamierzają zaprowadzić swoje porządki. Plan jest prosty: przymykanie oka na bimbrownictwo ale trzymanie całej produkcji za gębę plus ściąganie haraczu. Nieliczni pozostają nieugięci, w tym bracia Bondurant.

ll1

     Tyle tytułem streszczenia, nie chcę zdradzać więcej. W każdym razie, wszystko w filmie zagrało jak trzeba. Klimat prohibicji gdzieś daleko od wielkich metropolii, fantastyczne kreacje aktorskie, świetna muzyka i kapitalne zdjęcia. Po miałkim i karykaturalnym “Gangster squad” to bardzo przyjemna odmiana. Na słowa uznania zasługuje Tom Hardy. Do tej pory widziałem go chyba tylko w Szpiegu (niezła rola) ostatnim Batmanie Nolana (tak sobie) czy w Warriorze (raczej słabo). Tutaj Hardy kradnie film dla siebie, mimo, że Guy Pearce świetnie portretuje głównego złoczyńcę. Fabuła nie jest odkrywcza, zwroty akcji nie zaskakują, a zakończenie odrobinę rozczarowuje. Nie ma to jednak znaczenia, cały czas czuć napięcie, gęstniejącą atmosferę i zbliżającą się burzę. Cała gama emocji, a jeśli film wzbudza emocje to znaczy, że jest dobry. Ten konkretny jest bardzo dobry. Polecam.

Comments

comments